Pada ono mniej więcej wtedy, gdy do kokpitu po raz pierwszy miał wejść gen. Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych. Nie wiemy, czy z własnej woli, czy też wysłany do pilotów, którzy już wiedzieli, że pogoda w Smoleńsku jest fatalna. Zgodnie z procedurą piloci musieli powiadomić o mgle dysponenta lotu, czyli Kancelarię Prezydenta. Jeśli zdanie to padło około 8.16, pasowałoby do kontekstu rozmów załogi, które znamy z ujawnionego stenogramu. Między 8.17 a 8.18 pilot rozmawia z niezidentyfikowaną osobą. "Nieciekawie, wyszła mgła, nie wiadomo, czy wylądujemy" - mówi. "A jeśli nie wylądujemy, to co?" - pyta anonim, którym może być gen. Błasik. "Odejdziemy" - odpowiada Protasiuk. Kolejna wypowiedź w znanym stenogramie nie jest zidentyfikowana. Ani co do osoby, ani co do treści. Lot z 10 kwietnia odbywał się pod presją czasu i okoliczności. Samolot wyleciał z Warszawy 27 minut później, niż zaplanowano (na pokład jako jeden z ostatnich wszedł Lech Kaczyński z żoną). W Lesie Katyńskim na delegację czekały już setki osób. Lądowanie na lotnisku zapasowym i przejazd do Katynia samochodami opóźniłyby o kilka godzin uroczystości upamiętniające 70-lecie mordu na polskich oficerach.